its my life...
chyba dolek mi troche mija, ale wciaz szukam w zyciu sensu... chce poczuc ta piosenke:
http://youtu.be/jC67JzPqDG4
i zyc w mysl tej zasady i nie potrafie... wciaz ogladam sie na innych i licze z ich zdaniem - jak sie z tego wyleczyc?
malkontentka 2012-01-20 21:55:35
skomentuj (0)
Życie niemal na pewno ma sens....
Tylko w więzieniu łatwo jest zrozumieć, że życie bez czekania na cokolwiek nie ma najmniejszego sensu i wypełnia się po brzegi rozpaczą. [Gustaw Herling-Grudziński"Inny świat" Część 1: Praca, dzień po dni]
i wszystko na ten temat...
malkontentka 2012-01-19 15:03:33
skomentuj (0)
napiecie...
od kilku dni czuje sie koszmarnie spięta, zestresowana, jakbym czekała ze stanie sie coś złego... każda wizyta listonosza to dla mnie jakis horror, witam go w drzwiach z wyrzutem i przerazeniem w oczach(szczegolnie gdy musze odbierac pisma do taty), mam uczucie ze za chwile cos sie na mnie zwali, jakies sprawy taty, kontrole itp., ktore bede musiala załatwiac za niego i tłumaczyc sie dlaczeog go zastepuje, nie jestem nawet pewna czy stare pełnomocnoctwo, ktore dał mi kilka lat temu jest ważne...
miałysmy załatwic z mama ubezwłasnowolnienie, gdy mama nie mogla wypłacic pieniedzy z banku, ale to sie ciągnie w sądzie długo, trzeba powoływac lekarzy i wozic chorego do sadu, a to problem bo tata ucieka... no i mama sie obawia ze rodzina nas za to zlinczuje... strasznie denerwuje sie atakami ciotek, które nie maja pojęcia czym jest zajmowanie sie osoba chora na altzheimera i wiecznie nam coś wytykaja, kazda jest chetna pouczac i dawac wytyczne, co mnie doprowadza do szalu, poniewaz nie jestem taka osoba jak mama, za kazda szpile, uwage odpłacam z nawiazka złośliwosciami i w ten sposob prawie cala rodzina mnie juz nienawidzi i obrabia mi tyłek... czasem sie czuje jak jakas zła zaszczuta suka, ktora szczeka na wszystkich ale nie potrafie juz tego opanowac... bo nikt nie chce nas zrozumiec, wiec juz chrzanie wszystko wokolo...
no wiec czekam, czekam na cos i nie wiem na co... nie moge sie na niczym skupic, bo sie czegos boje, ale sama nie wiem czego... paranoja
napiłabym sie jakiegos drinka albo lampke czerwonego wina na rozluznienie ale nie moge... bo jestem na diecie i obiecalam sobie jej nie zepsuc... zapalilabym papierosa, ale nie potrafie palic i nie znosze zaciagania sie...
malkontentka 2012-01-19 09:21:49
skomentuj (0)
rozmowa...
mialam wczoraj w nocy bardzo dziwna rozmowe, troche przerazajaca...
czatowalam na jednym z serwisow "o bzdetach", nagle do pokoju wszedl chlopak i pyta: kto mial do czynienia z samobojca? odpowiedzialam ze ja, a on odezwal sie do mnie na priv...
poczatkowo rozmawialismy ogolnie(nie sadzilam ze jest samobojca), myslalam ze chce pomoc jakiemus samobojcy;
w pewnej chwili zaczal mi opowiadac o sobie: ze ma raka, ze zostawila go dziewczyna i ze nie chce rodzinie mowic o chorobie, poniewaz nie stac ich na leczenie...
nie bylam pewna czy robi sobie ze mnie jaja czy mowi powaznie, ale probowalam go przekonac, ze jego sytuacja nie jest krytyczna, ze bedzie mial jeszcze wiele dziewczyn a rak jest uleczalny(choc sama nie bylam przekonana o tym co mowie), wiedzialam ze musze go przetrzymac rozmowa, az mu przejdzie ta faza(wiem ze wiekszosc samobojstw jest popelniana w chwili gwaltownych przezyc i nalezy osobe uspokoic...)
chlopak chcial zebym pomogla mu wybrac bezbolesny sposob na smierc, a ja w kazdym sposobie znajdowalam wady i niebezpieczenstwo ze przezyje i zostanie kaleka do konca zycia, ze zrobi sobie i rodzinie jeszcze gorzej... w pewnym momencie zabraklo mi juz slow i argumentow na pokazanie jaka glupote chce zrobic, wiedzialam tylko ze musze zatrzymac go przy kompie(tak robil moj kolega psycholog), a on wyszedl...
zatkalo mnie...
rozbolala mnie glowa z nerwow, ale w duchu wciaz mialam nadzieje ze to byl tylko jakis zart, wyglup... ze chlopak robil sobie ze mnie jaja, ze nie mowil powaznie...
czekalam dzisiaj na niego tam znowu... nie pojawil sie
:(
malkontentka 2012-01-17 19:36:56
skomentuj (2)
akcja odchudzanie po raz kolejny
czytaliscie? komentarze pod textem mnie rozwalaja
http://www.kimono.pl/Nagie-modelki-plus-size-i-normalna-razem-TYLKO-18-a3354
zapusciłam sie, choc w zasadzie ja sie cale zycie zapuszczam... na zmiane chudne i tyje(tym razem znowu sie odchudzam), akcje akcjami, ale standardy sa takie jakie sa a ja jestem pulpet :)
po obejrzeniu zdjec kolezanki w necie ktora schudla kilkanascie kg na diecie Dukana postanowilam cos ze soba zrobic...
kupilma ksiazke z przepisami Dukana, czytalam fora i strony poswiecone tej diecie, pojechalam na zakupy by zaopatrzyc sie w produkty wysokobiałkowe, 0% tłuszczu itd, kupilam kalendarz w ktorym notowalam wage, jadłospis i objawy, no i... wytrzymalam tydzien... zaczełam sie fatalnie czuc, nie odwiedzalam kibelka, a kiedy odwiedzilam po tygodniu, wrocily mi dolegliwosci ktore mialam po porodzie, ale nic to... ja jestme uparta wytrzymalabym wszystko, z tym ze moja waga poczatkowo spadla a potem nagle zaczela rosnac... koszmarnie mnie to demotywowalo... poddalam sie
od tygodnia jestem na osobistej diecie malkontentki :P vegetariansko-rybno-twarozkowej :) waga 4 kg w dol i jestem happy...
--------------------
dopisane
a jak mi sie nie uda to bede sobie czytac ten artykuł na pocieszenie ;)
http://www.kimono.pl/20-letnia-modelka-w-rozmiarze-44-pokonala-4-000-szczuplych-rywalek-a3359
malkontentka 2012-01-17 09:09:36
skomentuj (3)
powrot?
eh.. przeprowadzka na nowy blog sie nie udala... czulam sie tam obco i wcale nie pisalam... wracam chyba na stare smieci :)
ktos tu jeszcze czasem zaglada?
malkontentka 2012-01-16 09:48:43
skomentuj (3)
mysli...
Ostatnie kilka m-cy bylo okropne... pokłociłam sie z rodzina, chodze w ciagłym stresie, mama zaczeła sie leczyc na depresje, bo nie radzi sobie ze wszystkim a ja...
czasem znowu nachodza mnie mysli ze mam juz dosc, a juz myslalam ze mam to za soba... to sie powtarza regularnie od kilku lat...
odpowiadam za dzieci i nie moge ich zostawic, nie poradza sobie beze mnie, ale czasem sa takie dni...
kiedys mialam taki sen ze jade samochodem z dziecmi i mam wypadek jakies drzewo nas przygniata czy cos takiego, dzieci gina a ja nie.... wysiadam z samochodu ide do domu, otwieram apteczke i biore tabletki z taka ulga ze wreszcze nie musze zyc, nareszcie moge sie uwolnic od swojego zycia... - kiedy opowiadalam o tym przyjacielowi wzial mnie za psychiczna (pewnie taka jestem, ale nic na to nie poradze, bo czuje ze juz nic dobrego w zyciu mnie nie spotka, ze musze jedynie wychowac dzieci, usamodzielnic je i tyle... do niczego innego sie nie nadaje...)
a nastepnego dnia okazuje sie ze dostaje miesiaczki i ze to byla kolejna jazda 'na hormonach', PMS... :P
malkontentka 2011-10-16 10:35:48
skomentuj (0)
moje soboty...
to bylo kilka mcy temu...
Jak zwykle w kazda sobote pojechalam do domu
rodzicow(zajmowalam sie tata i babcia), potem pojechalam odebrac mame z pracy a w drodze omal nie rozwalilam samochodu, bo bylam bardzo rozkojarzona i rozstrzesiona...
Poranek zaczał sie dobrze, tata byl poczatkowo spokojny, moj maz dzownil 2 razy pytal czy wszystko
ok, a ja mu mowilam ze swietnie bo tata jest wyjatkowo cichy... Ale
kiedy mialam jechac po mame, tata siadl na brzegu lozka, a ja bojac sie ze
spadnie i chcialam go polozyc ale nie pozwolil mi na to, zaczal sie na
mnie wydzierac (zawsze mowi bardzo cicho tak, ze prawie go nie slychac a
nagle zaczal tak krzyczec ze az podskoczylam), przerazilam sie
strasznie, bo zaczal sie zloscic zebym mu oddala swoje prawo jazdy
ze on pojedzie po mame samochodem... widzialam ze robi sie goraco i
jestem juz spozniona wiec szybko zabralam torebke, plecak i bieglam do
drzwi, a on zaczal mnie gonic. Zwialam mu i zamknelam go w mieszkaniu z
zewnatrz i wskoczylam zdenerwowana do samochodu...
Jechalam i myslalam: zawsze jak mu daje lekarstwa to sie robi senny i
zasypia, a dzisiaj nie chcial zasnac, przebralam go, nakarmilam,
zmienilam pieluche i myslalam ze padnie a on sie ozywil... i niby taki
niesprawny a dotarl tak szybko do drzwi i zaczal w nie walic, potem jeszcze zdarzyl do okna doleciec
zanim wsiadlam do samochodu, przestraszylam sie... skad taka reakcja? albo mnie nie poznal albo
mysli ze jestem jeszcze dzieckiem ktore chce prowadzic samochod?
krzyczal do mnie kto mi dal prawo jazdy i ze mam natychmiast wracac...
Jadac i probujac sie uspokoic, wjechaalm bezmyslnie na kraweznik... udrzenie bylo dosc mocne bo otworzyly mi sie wszystkie drzwi... pomyslalam: o rany! czemu to spotyka wlasnie nas? za co?
to z boku moze wydawac sie smieszne ale .... mi nie bylo do smiechu
Tata mial kiedys takie napady agresji ale po pobycie w szpitalu dostal lekarstwa i bylo juz o wiele lepiej... Zajmowanie sie taka osoba nie jest
proste, ktos powie ze tacy ludzie sa jak dziecko- nieprawda, dziecko
skarcisz, kazesz cos zrobic i cie poslucha, a on sie zlosci i ci grozi.
Kiedy dziecko na ciebie krzyczy to sie nie boisz, a tu nie wiesz: moze
dopadnie do ciebie i zaczenie ci cos robic, moze rzuci sie na ciebie?
Mama chowa noze... bo on czasem jest strasznie sfrustrowany i nerwowy. Ma takie fazy: na
zmiane robi sie kompletnie odleciany, nieprzytomny albo ma przeswity, normalnie rozmawia a za chwile zlosci na nas o wszystko, np o to ze zobaczylysmy ze narobil kupe na srodku pokoju albo nasikal na lozko. Ja wiem ze to
frustracja, ale my tez mamy emocje ... i nie jest latwo z kims takim
byc. Caly dzien traktowalam go jak powietrze i tylko przytakiwalam na
wszystko co bredzil, np jakiegos diabelka zobaczyl na dywanie, a ja na
to: "ok ok" ale jak mnie zaczal gonic to juz sie nie da przytakiwac...
Kiedys
wsiadl w samochod pod domem(byl bardziej sprawny) i pojechal przed
siebie a potem wysiadl i zostawil auto gdzies na wsi pod sklepem i nie
potrafil wrocic, nie potrafil znalezc samochodu. Szukalismy go razem z
policja... w koncu znalezli go znajomi 15 km od domu ... Po tym
incydencie zabralam samochod do siebie, a tata pyta kto ukradl samochod
albo sie zlosci ze to ja mu o ukradlam...
Czasem pyta mamy od kogo
wynajela ten dom i mowi, ze chce wracac do swojego domu (a przeciez on sam ten
dom zbudowal - nic nie pamieta). Albo pyta mojej mamy(swojej zony):
gdzie jest jego zona? za chwile sie zlosci na nia i grozi ze ja
zabije...
To wszystko tak sie pogorszylo przez ostatnie mce. Jego
matka(moja babcia) zmarla w tym czasie. Ukrywalismy to przed nim i wciaz
o tym nie wie, czasem chcial do niej jechac, bo wiedzial ze jest chora,
albo uciekal z domu zeby do niej jechac...
malkontentka 2011-10-10 10:28:22
skomentuj (0)
choroba taty
Jeszcze rok temu nie przyszlo by mi do glowy ze moje zycie tak sie zmieni przez chorobe taty... To byl facet na ktorym kazdy mogl polegac, wsparcie dla rodziny czyli zony(mojej mamy), corki( mnie), siostr, matki, kuzynow... Kazdy przychodzil do niego po rade, pozyczke, pomoc w zalatwieniu jakis waznych spraw... wprawdzie nie mial jakiegos wysokiego wyksztalcenia ale w moim otoczeniu to byl jeden z najbystrzejszych i zaradnych mezczyzn jakich znam. Gdy nie mogl czegos miec to sam to robil, uczyl sie, czytal. Zbudowal 2 domy, w ktorych polowe prac sam wykonywal. Czlowiek kombajn. Ale wszystko ma swoja cene. Kilka lat temu, w wieku ok. 36 lat zaczal miec problemy z sercem(wyladowal w szpitalu ze stanem przedwalowym). Od tamtej pory zaczelo sie faszerowanie lekami, bo pojawil sie zawal, potem kilka razy koronografia, balonikowanie, operacja na by passy. Potem doszla do tego cukrzyca - normalne choroby, ktore przechodzi wiekszosc osob w tym wieku... Kiedy zaczal miec problemy z pamiecia i poprosil bym za niego prowadzila ksiegowosc i biuro w firmie, nikt nie przypuszczal co sie dzieje, po prostu starosc. W tym roku stan zaczal sie pogarszac i lekarz stwierdzil ze jest to Altzheimer razem z jakims zespolem demencji. Jeszcze wiosna jezdzil samochodem, choc juz zaczynal miec z tym problem, a w tej chwili nie potrafi sie przebrac, sika w pieluche, ma problemy z wyslawianiem sie i zrozumieniem tego co sie do niego mowi. Choroba potepuje w zastraszajacym tempie, a my z mama jestesmy przerazone... Sa dni kiedy czuje ze zostalam ze wszystkim sama i sobie nie poradze. Tata choc zyje to nie ma go juz z nami... to przerazajace... Wczesniej kiedy bylo mi zle, gdy balam sie meza zawsze wiedzialam ze jest ktos kto mnie obroni, a teraz? musze obronic sie sama...
malkontentka 2011-10-06 10:20:28
skomentuj (0)
wrocilam! po kilku latach
hahahaha fuga! no tak wyszlo jak mowisz, ale nie planowalam tego :)
teraz pozdrowienia w 2010 roku :)
hahaha
buziaki
moze zaloze nowy blog i wszystko opisze(to bedzie blog optymistki ;) tym razem) - nie wiem....
na razie zbieram sie w kupe bo mialam problemy... szukam jakiejs pracy... moze jakiegos zarobku w sieci? nie wiem.... brak kasy to jednak uciazliwa sprawa, ktora psuje wiele rzeczy...
jakies pomysly ?
malkontentka 2010-03-17 13:55:14
skomentuj (4)

